środa, 11 września 2013

1000pomysłów na minutę

mam 15sec na posta, więc skrobęęę-ale z kom, wiec bedzie brzydkoooooo
sądząc po wejsciach na bloga, jeszcze ktos o mnie pamieta i interesuje sie moim losem. dzieeeki<3
KOCHANI moje plany zmieniaja sie kazdego dnia. juz nawet mentalnie bylam aupair w hiszpanii,
ale chyba na szczescie odeszlo w niepamiec. Ide do szkoly, szukam pracy i przekladam USA na przyszly rok... oprocz tego nie moge usiedziec w miejscu. dopiero co wrocilam z zakopanego, a juz zamierzam w poniedzialek jechac na chorwacje. AUTOSTOPEM heloł! dzis znalazlam tanie bilety do Paryza na pazdziernik, a w grudniu tani przejazd do Pragi.. chyba mnie mama wydziedziczy za te glupie pomysly. takze lece dalej, bo 15sec minelo:p jestesmy w kontakcie na fb, mail etc. nie komentuje postów, ale jestem JUZ mniej wiecej z waszymi historiami na biezaco, SCISKAMMMM

czwartek, 15 sierpnia 2013

POOOOLSKA / wakacje / DOM / przyszłość

Mogłabym się bardzo rozpisać, ale nie ma to sensu, więc postaram się ograniczyć :))
2tyg w Polsce zleciały nie wiem kiedy. Najpierw zwariowane 3 pierwsze dni, gdzie nie było czasu na oddech. Potem wesele i odrazu wakacje. Na pełnych obrotach...
Pewnie najciekawsze jest to jak rozstalam się z hostami... jak zwykle-NIJAK

<piszę tą notkę już 3ci dzień-DZIŚ skońćzę obiecuję!!!>

Więc z hostami się tak rozstałam : wyszłam rano z pokoju i powiedziałam, że idę już na stację, moja słodka Jane się zdziwiła, że tak wcześnie, po czym życzyła mi bezpiecznej podróży i do zobaczenia, wziełam manatk, telepałam się z tym wszystkim 40min na stację, a jak dotarłam do mojej Dominiki to po 16 napisałam jej wiadomość, że przykro mi,ale rano zdecydowałam, że jednak nie wrócę. Odp nie dostałam, usuneła mnie z fb i skejpa-to by było na tyle. Naprawdę nie ma co opowiadać...


Co do moich planów... legło chyba wszystko w gruzach po 2 dniach w PL, wszystko miałam "zaplanowane",  a teraz nie wyobrażam sobie wyjazdu do UK itp.... Więc wiszę w powietrzu i z nieba śle buziaki, życzę wam powodzenia!

CDN




czwartek, 1 sierpnia 2013

home SWEET home

Ja tak na szybko z komorki. Otoz jestem od srody w domu, jest Super. Szkoda, ze doba nie ma 48h.... jak wroce na ziemie, to zrobie notke. Dzieki dziewczyny :***

czwartek, 25 lipca 2013

Pakowanie na powrót.

No i wystartowałam. W godzine miałam spakowaną walizkę i bagaż podręczny. Właściwie dylematów nie miałam, bo po prostu biorę wszystko. Na szczęście wywiozłam do siostry parę rzeczy, bo inaczej byłoby kiepsko. Wg wagi moich hostów, moje walizka ważą w normie. Oczywiscie po raz kolejny zadziwia mnie fakt, że walizka waży 'jedyne' 20kg, a ja ledwo mogę ją poderwać z ziemi.
Właściwie wszystko mi się zmieściło...

Teraz pokój jest taki jakiś pusty. Chociaż z wierzchu nie zgarnęłam prawie nic, ale mimo to czuć już w nim mój wyjazd i to, że nie wrócę.
Pamiętacie to uczucie, taką pustkę - na koloniach, obozach, ogólnie wakacjach itp. jak jesteście gdzieś i nagle czas się kończy i następuje powrót do domu. Tak właśnie się czuje. Mimo, że było średnio. Ale przywiązałam się do tego miejsca, do mojego kota, do mojego morza, do mojego łóżka/pokoju... do mojego żywopłotu, do mojego fotela... I ewidentnie czuję smutek...

Niektóre z Was wiedzą, niektóre nie, że Hości nie odwiozą mnie na lotnisko, bo 'nie mogą' ( czytaj :  największy problem świata to obudzić 9,10 letnie dzieci o 4am, wsadzić do samochodu i o 7am być z powrotem ) i chcieli mi zamówić taxi za 120Ł, ale zapłacili by połowę. Za te 120Ł miałabym bilet w jedną i drugą stronę do PL samolotem. HIT mojego wyjazdu!!! Odległość odemnie do London Stansted to jakieś 50mil, cyzli ok 75km...
Przez ostatnie dwa dni byłam mega wściekła, bo od początku ich w zasadzie o nic nie prosiłam i nawet tego nie moga dla mnie zrobić. Stanęło jednak na tym, że dzień przed zawiozą mnie do siostry, a stamtąd będę miała dojazd na lotnisko 3razy tańszy...

Przy okazji powyższej sytuacji, straciłam skrupuły aby teraz poinformować ich, że nie wracam. Może robię bardzo źle, może robię źle, a może to nie ma znaczenia. Już mnie to nie interesuje. Ja, byłam wobec nich w porządku. Aż do teraz.

Wbrew pozorom smutno mi wracać do Polski. Oczywiście nie będę tęsknić za moimi gburami, tylko mam w sobie żal, że nie udało mi się trafić na naprawdę fajną angielską rodzinę. Wiem, że nie ma idealnych układów, że jakby nie było jesteśmy 'pracownikami'.. Ale wiem, ze mogłam trafić lepiej... I mam nadzieję, że w 1szym tygodniu wrześnie trafię lepiej... :)

CDN

wtorek, 16 lipca 2013

Pierwsza wycieczka:)

W sobotę miałam taki kryzys, że postanowiłam, że jak nie odwiedzę siostry to jadę do kogokolwiek innego, a jak nie to uciekam. Przez ostatnie dni doprowadzają mnie już do dzikiej rozpaczy. Hostka zagina barierę swojego wyobcowania, a Dzieci są męczące.

Tak jak postanowiłam, tak o 7 w niedziele wstałam, o 8:30 byłam w pociagu, a o 9:30 w Chelmsford. Podróż do momentu dojścia na stacje była dla mnie mega stresująca. Ten kto mnie zna to wie, że mam nadzwyczajne przygody z pociągami-dlatego było to dla mnie wyzwanie:) Wszystko poszło ok, Konduktor wyjaśnił mi sam z siebie gdzie mam przesiadkę. Bilet był tani, 13Ł. Czekałam na siostrę godzine, skwar jak nie wiem. Swoją drogą powinnyśmy leżeć na plaży w Walton-bo to pogoda tylko na plażowanie...
Po przywitaniu, ruszyłyśmy na angielskie sklepy-szmaciaki. Nie kupiłam sobie nic niepotrzebnego-więc nie miałam zabawy z zakupów:( Poniżej wstawiam fotki ciuchów dla mojego Franciszka, bo są przepiękne :)








Po zakupach, oczywiscie lunch. Pojechałyśmy do niej tutaj :) Zwiedziłam resztę sklepów, pare miejsc itp. Miałam autobus powrotny do Chelmsford o 20:45 i tak na niego czekałyśmy już z pół godz, po czym moja D. sprawdziła rozkład i okazało się, że to autobus widmo w naszych głowach.. Nie wiem skąd sobie tą godzinę wymyśliłyśmy- w każdym razie, zostałam na noc. Poszłyśmy po piwo i jeszcze do 1 gadałyśmy. Rano jakieś tam duperele i D. do pracy, a ja w stronę domu. Oczywiście zahaczyłam po raz kolejny o sklepy w poszukiwaniu sukienki na poprawiny. Nic nie ma. Wszystkie sklepy monotematyczne, pod tym względem. Sukienki nie kupiłam, ale już z tej zakupowej beznadzieji, musiałam sobie kupić coś zbędnego i drogiego. Wybór padł na donuta do włosów, którego ma mała tutaj, a w PL takich nie ma, a również w UK nigdzie indziej nie znalazłam. Kosztował 40zł, najdroższy mój zakup do włosów EVER.




Także w miarę zadowolona, zaczęłam się dosłownie telepać w kieunku stacji, pociąg spóżniony-poczułam się jakbym była w Polsce, na PKP :) Po 17 wylądowałam w domu, szybkie zakupy w tesco i nareszcie zobaczyłam morze:))) Nikt się ze mną specjalnie nie przywitał, J. ledwo odpowiedziała na moje "Hi" -nawet nie patrząc i to by było na tyle z czułości :)


Sumując.

Pogoda sprzyjała, uśmiałam się z D. jak zawsze-do rozpuku. Odetchnęłam, zebrałam siły na ostanie 2tyg. 
Aczkolwiek wróciłam do Walton z jakąś pustką, której wyjaśnić sama sobie nie potrafię.
Co do samych sklepów i cen w UK-wiem, że dużo dziewczyn jedzie tutaj jak do zakupowego raju.
Wcale tak nie jest, nie mówie o ciuchach, ale też o jedzeniu itd.. Właściwie pokusiłabym się o stwierdzenie, że tutaj wszystko jest droższe bądź takie samo. Rzadko się zdarza, że coś jest tańsze. Aczkolwiek jest tutaj wszystko. W samym szmaciaku Primarku, można się obkupić, ale to są szmaty-czasem nawet nie sezonówki. Poza tym ceny takie jak u nas w H&M. Już nie wspomnę o samych podróżach. W normalny dzień za bilet płaci się dwa razy tyle, co w niedziele-więc proponuje podróżować w tym dniu :) 

To właściwie wszystkko, jeśli ktoś dotarł do końca moich opowieści dziwnej treści, to gratuluję :)
Pisałam w miarę szczegółowo, bo moi bliscy wchodzą na bloga:) Aczkolwiek dla innych również:)
Jak licznik wskazuje-tylko parenaście dni przedemną. Jakoś zleci. Może jeszcze gdzieś się wybiorę :) Chociaż ta podróż kosztowała mnie na polskie parę stów ładnych, spędziłabym za te pieniądze tydzień nad jeziorem :) Nie powinno się przeliczać, ale jeśli ma się tutaj taką pensję jak w PL-to nic innego jak oszczędzać :)

BU ZIA KI 

PS :)
Zapomniałam jeszcze dodać, że nie mam innych zdjęć, bo ja nie jestem taka, że pamiętam o aparacie. Także leżał grzecznie w torbie:) I jeszcze przestroga: PILNUJCIE I NIE ZOSTAWIAJCIE żadnych rzeczy w sklepach ani gdziekolwiek w Anglii, bo żeby później to odzyskać to jest wieeeeeeeeeeeeelki problem!!!
My, przez przypadek zostawiłyśmy reklamówkę w primaraku z moimi duperelami i z godzine czekałyśmy na zwrot. Mimo, że na kamerach można było to sprawdzić. Mimo, że powiedziałam co tam było. Blablabla.


sobota, 6 lipca 2013

Końcówka :)

Całe moje pisanie na blogu, o pobycie tutaj, zawęża się praktycznie do odliczania :D Niestety.
Jestem przy końcówce, zostało mi jakieś 3,5tyg. A ja, jak zwykły cienias wymiękam.
Dobiłam po raz enty do apogeum wytrzymałości..

Do tego dochodzi stres zw. jak rozwiązać sytuacje,
czy wrócić do domu i po paru dniach napisać, że jednak nie przylecę z powrotem "bo coś tam"..
czy próbować jakiś tydzień przed wyjazdem powiedzieć jakoś/coś, że nie wrócę.. i wtedy stresować sie
jak zaregują, czy odwiozą mnie na lotnisko itp itp itp. Dodam, że ostatni tydzień mojego pobytu tutaj to będzie pierwszy tydzień wakacji Dzieciaków, czyli będą w domu 24h.. Dadzą mi w kość swoim zachowaniem na pewno. Nie wiem jak to rozegrać-sama osobiście skłaniam się do tej pierwszej opcji.
Załatwienia sprawy na odległość i spalenia za sobą mostu. Jedyna rzecz do jakiej byliby mi potrzebne to referencje, ale jak powszechnie wiadomo referencje to ogólnie nie problem :)

Drugi mój życiowy problem to : co dalej?. Siedząc tutaj, mam niestety czas na wymyślenie przeróżnych sceniariuszy. Nie jest to dobre, bo wychodzi na to, że tyle sobie atrakcji na wymyślam, że blokuje się wszystkim co wymyśle. Na niczym konkretnym jeszcze nie stanęło. Podejrzewam, że decyzję podejmę dopiero jak wrócę do domu. Tak ogólniej opcje są dwie: 1. pół roku bycia AuPair w UK i później USA, 2. odrazu USA.
Chodzi mi głównie o język i pieniądze.. BLEEE
Mam dziś doła:D
i żeby nie było, że narzekania mało, to jeszcze się pożalę, że Hości się odchudzają i nie mam co jeść :<<<







wtorek, 25 czerwca 2013

PÓŁMETEK i ciągłe przemyślenia...

Mam nadzieję,że teraz czas będzie tylko leciał i leciał, a ja nie będę tego zauważać :) Marzenia ściętej głowy...
U mnie jak zwykle BEZ ZMIAN:) W tym tyg się wkurzyłam, bo nie dali mi planu na tydzień..
Buu juz mi ręcę opadają.
Z racji tego, że czasu mam tyle jakby miała dwa żywoty to ciągle myślę. Tym myśleniem wpędzam się w poniekąd większy dołek i kończy się to tak, że przestaje zauważać sens czegokolwiek.
Myślę o tym co będzie jak wrócę.. Co zrobić, co wymyślę.. Mam w głowie parę opcji "co dalej" ale jak tak myślę, to każda z nich powoli zaczyna wydawać mi się beznadziejna :)
W każdym razie daje sobie 70% szans, że wrócę tu ponownie do innej rodzinki.
Spełniłam swoje marzenie jak " Au Pair", aczkolwiek to jeszcze nie jest to.. Nie tak miało to wyglądać,
a czuję że mam szanse żeby to wyglądało tak jak powinno. Nie wiem, może bez sensu gonię. Może to już moment żeby usiąść i nie szukać.. Ale jak usiądę i przestanę szukać to wpadnę w wir życia, którego prowadzic nie chce. Poza tym, priorytetem dla mnie jest nauczenie się języka...



środa, 19 czerwca 2013

Miesiąc w UK!

No dobra nie miesiąc, 4tyg, ale to prawie miesiąc :) Postanowiłam jednak dzisiaj zrobić notkę ;)
U mnie bez zmian. Dzieciaki nadal takie same. Na szczęście już nauczyłam się to olewać. Czasem tylko zrobi mi się mocno przykro.
Nic wielkiego się nie dzieje. Ciagle siedzę w Walton. Śpie, jem, spaceruje, czytam, słucham. Egzystencja :)
W zeszłym tygodniu w końcu dostałam "plan na tydzień". Gdzieniegdzie pomiędzy dniami, są wpisane prośby w stylu "jeśli możesz to zrób to i to... ". Nie ma tego dużo, wiec się nie rzucam jak wsza na grzebieniu. Aczkolwiek uważam iż mycie lodówki w środku to przesada na Au Pair.. No ale zrobiłam to wystarczajaco szybko i schludnie :) Oprócz tego Dzieciaki już totalnie przestały mi mówić rano i po powrocie ze szkoły "Hi" , a także "Goodnight". W każdym razie jak są dni, że jestem z nimi po szkole sama i się nie potrafią przywitać to widzą mnie przed oczami swymi, mówiącą do nich parokrotnie "Hi". Oczywiście mi nie odpowiadają... :)
NIESYMPATYCZNE DZIKUSY.

W moim pokoju są drzwi tarasowe zamykane na kluczyk. Diabły nauczyly się wychodzić na ogród tylko tymi drzwiami. W którymś momencie zaczęło mnie to tak irytować, że zamknęłam drzwi, schowałam kluczyk i szłam  w zaparte, że nie pamiętam gdzie jest:) Oczywiście piszę tu o dniach, kiedy mam całkowicie OFF i nie muszę na nich nawet patrzeć. W każdym razie z tego całego mojego chowania kluczyka, wywalczyłam to iż już rzadko kiedy próbują wejść/wyjść "moimi" drzwia, a oprócz tego zgubiłam jeszcze klucz od domu.
I uduście mnie,zastrzelcie nie mam zielonego pojęcia gdzie ten kluczyk się znajduje.
Z ciekawszych rzeczy jeszcze kupiłam bilet do domu i czekam sobie na powrót:))

Dziś pierwszy raz bym wpadła pod samochód. Ogólnie staram się bardzo pilnować, bo dopóki nie jedzie samochód, to nigdy nie mogę sobie wyobrazić po której stronie oni jeżdżą-tak tak dostałam już kociokwilku i na zawołanie nie wiem nawet po której stronie jeżdzę w PL, muszę się zawsze nad tym chwilę zastanowić.
W każdym razie bym wpadla i się wystraszyłam na maksa, Koleś był strasznie przystojny i nie zamierzał mnie potrącić, nawet w końcu mnie przepuścił!
Także jeśli macie wyjazd przed sobą, to miejcie się na baczności! Ja staram się jak najmniej przechodzić przez ulicę, bo nigdy nie wiem z której strony co jedzie:D hahahaah śmieszne, wiem

Kurczę, jeszcze o czymś chciałam napisać. HMM
SKLEPY. no właśnie. Mój problem społeczny nr 1.
Otóż rzadko kiedy zdarza mi się tutaj kupić to co konkretnie chcę. Np dziś chciałam kupić 1 cebule-ni cholery, pakowane po 3. Mały jogurt naturalny-ni cholery, duże pudełka, które po 4dniach mi pleśnieją.
Pieczywo chrupkie- ni cholery. Balsam do ciała nawilżający zwykły-ni cholery. Drożdże-ni cholery.
Tak jest za każdym razem, że robię sobie listę i później muszę kombinować.
Wiem, że Walton jest na końcu swiata i pewnie w większym mieście bym znalazła to co chcę, no ale to nie są jakieś produkty wielce wyszukane.. Tylko zwykłe podstawowe rzeczy.  Natomiast gdybym chciałą sobie kupić chipsy to znajdę wszelkie rozmiary, wymiary, smaki, kształty, kolory itp itp itp.
AAAAA i znalazłam dziś gotowe masz potejtos!!! Masakra:) och Angole Angole

see ya;*



wtorek, 18 czerwca 2013

HAHAHAHAHAHA ale akcja!!!

Miałam nic pisać, bo nie mam o czym:D
aleeeee......


Mała L ścięła sama włosy do ramion, a duża J zrobiła awanturę na pół Walton!!!!!!!!!!
płacz,krzyk,histeria-tak oto mija wieczór
Chyba PADNĘĘĘ błuahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha

niedziela, 9 czerwca 2013

Goszczenie AuPair i bycie HostFamily.

Zaczęłam się zastanawiać, że to bardzo ciężka sprawa. Oczywiście biorąc pod uwagę stosunek rodziny u której Ja jestem. Nie chcę tutaj wszystkich HostFamily zamknąć w jednej szufladzie. Spróbuję skupić się wyłącznie na mojej..
Na początek wyjaśnienie z wikipedii, w którym są info dot. również Rodziny Goszczącej. Wiem,że nikt nie jest ułomny, ale to tylko dla ścisłości.
Au pair (z fr. "równy", "w normie") – program łączący cechy wymiany młodzieży i programu zatrudnienia cudzoziemców, w którym uczestnicy otrzymują darmowe zakwaterowanie i wyżywienie, a czasami również niewielkie kieszonkowe od rodziny goszczącej, w zamian podejmując się udziału w pracach domowych i opieki nad dziećmi. W ramach programu au pair wyjeżdżają najczęściej młode dziewczyny, choć zauważa się coraz więcej chłopców chętnych do takiego wyjazdu. Założeniem programu jest to, że au pairtraktowany jest przez goszczącą go rodzinę jako członek rodziny, a nie jako pomoc domowa. Celem wyjazdu w ramach programu au pair jest nauka języka obcego oraz poznanie kultury innego kraju. W większości krajów nie ma obowiązku korzystania z usług pośrednika (tzw. agencji au pair), można bezpośrednio kontaktować się z poszukującymi opiekunki rodzinami. Wyjątkiem są Stany Zjednoczone, ponieważ tylko wybrane agencje au pair mogą wystąpić o wizę J-1, która umożliwia pobyt w kraju w ramach programu.
Do obowiązków au pair należy opieka nad dziećmi oraz pomoc w drobnych pracach domowych. Typowe obowiązki au pair
  • przygotowanie dzieci do szkoły
  • zaprowadzanie i odbiór dzieci ze szkoły
  • pomoc w odrabianiu lekcji
  • zabawa z dziećmi
  • wyjścia na place zabaw, spacery
  • przygotowanie dzieciom lekkich posiłków
  • pranie dziecięcych ubranek i ich prasowanie
  • ścielenie łóżek
  • czyszczenia łazienki należącej do dzieci
  • utrzymanie porządku w kuchni (w tym zamiatanie i zmywanie podłogi)
  • drobne zakupy

Btw. Oczywiście każdy widzi, że z definicji nie wynika żeby AuPair była pełnoetatową sprzątaczką i kucharką/ogrodnikiem/opiekunem psa etc :)
Moja rodzina daleko jest od tego co u góry. Rozumiem, że to ciężka sprawa-przyjąć kogoś pod swój dom, karmić, znosić itp. Ale z drugiej strony, przecież ja się nie pchałam. Nie jestem członkiem rodziny, ale raczej listonoszem, który przypadkowo zaczepił się na dłużej. Zero kontaktu, a już broń boże wzrokowego. Nawet jak z łaski na uciechę przekazywane są mi jakieś wytyczne/informacje to ściana jest lepszym rozmówcą odemnie... ehh mogłabym pewnie tak długo i długo... Więc koniec:)

Odnośnie lepszych rzeczy to w tej całej swojej beznadzieji, stwierdziłam ostatnio, że chyba jednak jakieś małe "szczęście" w tym jest:) A mianowicie:
po 1. zawsze chciałam żyć/mieszkać w Anglii-JESTEM,
po 2. chciałam być AuPair-JESTEM,
po 3. mam 2,5msc wakacje nad morzem-MAM,
po 4. jeszcze mi za to płacą, co prawda pod względem zarobków tutaj to grosze, ale w przeliczeniu na Pl wychodzi mi wieeeecej niż najniższa krajowa, także tragedii nie ma, a i tak nie wydaje pieniędzy, bo nie mam na co:)

Tym optymistycznym akcentem, kończę:) Dałam znać, że zyję i jakoś daje radę. Chociaż weekend jest beznadziejny, bo siedzę z Diabłami od rana do 20 i nie wiem jak wytrzymam.....

Niech optymizm będzie z wami :*

czwartek, 6 czerwca 2013

( Brak pomysłu na notkę, to też tytuł. ) - o jedzeniu :)

W zasadzie nie mam o czym pisać. Dosłownie. Jestem tu 16ty dzień (licznik źle liczy) i życie chyba wsiadło w jeden konkretny wagonik i tak to się toczę do sierpnia.

Jeśli ktoś nie ma ochoty czytać wypocin o jedzeniu poniżej
-proponuję zjechać w dół:)

OBIADY
Czy robił ktoś zwykłego kurczaka w sosie ze słoika w piekarniku 3 godz??? :O Wiem, że jestem Polaczkiem-Cebulaczkiem, ale to naprawdę bez sensu i strata czasu. Można to zrobić na patelni w ten sam sposób w godzine... Także ZW bo muszę iść ten wyczyn zrobić, bo na 15 musi być obiadki, jak DIABŁY wrócą ze szkoły, a ja mam równo 12... :)
[Skończyłam!]

W sumie tak pomyślałam, że to może ma jakiś sens. Robi sie wszystko w 10min i po prostu samo dochodzi w kuchence. Oczywiście sos z puszki... Pewnie większość Anglików kupuje to co wystarczy podgrzac etc.
 U nas się je tony ziemniaków z jeszcze większymi tonami ich masła, w którym są jeszcze większe tony soli, jak nasze puree. Do tego jemy codziennie warzywa: brokuły, marchewka, kapusta gotowane.Wszystko oczywiście bez soli itp. To akurat duży plus. Tylko, że warzywa jedzą do wszystkiego, łącznie z ich prowizorką spaghetti-które jest najokropniejsze na całym globie podejrzewam, nawet w Chinach jakby ktoś zrobił spaghetti z psa to pewnie by było o niebo lepsze od tego tutaj. BRR
Wszystkie sosy itp. mają ze słoików albo z proszku, jeszcze nie widziałam żeby ktoś się fatygował zrobić sos.

Ogólnie na talerzach w większości jest "burdel". Nie tak jak w PL, ziemniaczki równiutko,posypane na 1cm2 koperkiem, obok suróweczka- z której sok nie wypływa poza jej terytorium i piękny tłusty schabowy-pan polskiego talerza. Tutaj, przynajmniej u nas, na talerzu ma miejscu bitwa warszawska. Totalny chaos, każdy inna talerz/nóż/widelec blablabla. No ale NIE CZEPIAM SIĘ :P

edit:
tak wygląda dzisiejszy obiad-made by OlaBuda 8) smakuje ciut lepiej niż wygląda:) Generalnie bałam się, że polegnę, bo dostałam tyle wytycznych jakbym dla Eli z Buckingham (dla niektórych Birmingham) pichciła:) Na szczęście małe Diabły zjadły.. ufff najważniejsze



ŚNIADANIA
Nie mam pojęcia co jedzą na śniadania Hości, jakbym miała strzelać to rzekłabym,że słodycze, bo tego tu najwięcej ubywa, a nie rano śladów jedzenia innych rzeczy :) Dzieciaki wpieprzają dosłownie chleb tostowy z masłem orzechowym, nuttella bądź tą ich solą masłową, tak jakby nigdy nie jadły chleba. Czasem mleko, które smakuje gorzej jak woda z kranu z jakimiś słodkimi płatkami. Oczywiscie pierwszy podejście do śniadania to wszelkiego rodzaju słodycze, po nich jogurty czekolodowe-a raczej desery i dopiero coś bardziej treściwego w porównaniu do ww.

KOLACJE
Na kolacje również nie ma żadnych wiwatów :) Mogłabym w sumie napisać dosłownie to samo co na śniadanie, czasem jedzą chińszczyznę - która w żaden sposób nie dorasta naszym polsko-wietnamskim "Dżonkom". Jedzą odgrzewane nuggetsy, frytki i tego typu sprawy. Ale raczej kończy się na słodyczach tak jak w sytuacji ze śniadaniem:)

PREKĄSKI I INNE
W tym miejscu mogłabym napisać to samo co wyżej-słodycze. Ale dużą rolę w żywieniu mojej HostF odgrywają chipsy, ciastka, ciasta i napoje-sziur. Mają tony czipsów. Myślę, że ładnie mogli by zapełnić nie jeden osiedlowy sklepik w PL, oni naprawdę pochłaniają te czipsy to na mi. Jak robią ciastka, które pięknie wyglądają to w tych ciastkach jest całe pudełko masła-ok 300g... W ciastach jeszcze więcej. Moi, piją wodę z kranu z sokiem zagęszczonym-squash, bodajże. Wyłamałam się i kupuję sobie normalną mineralną wodę, bo jakoś niespecjalnie lubię mieć kamienie w sobie...

Generalnie długo by gadać :D Odżywiają się kosmicznie niezdrowo! HAHAHA
Bardzo żałuję, bo nie mam żadnych fotek jedzeniowych, ale nie jestem taka trędi i dżezi.

_________________________________________________________________________________
O MNIE :)

Wytrzymałam dwa tygodnie. Mówiłam, że jak nic się nie zmieni w momencie 2tyg to szukam dalej.
Rzeczywistość wyklarowała inną decyzję. Zamierzam jakoś wytrzymać tutaj do wesela w sierpniu. Po weselu zamierzam dopiero szukać następnej rodziny. Z róźnych względów. Nie wiem czy dam radę im powiedzieć, że nie chcę tutaj z nimi akurat być. Po drugie nie wiem kiedy miałabym to zrobić. Z racji tego, że mam miliardy godzin czasu na dokładną analize i interpretację.. Wymyśliłam sobie iż żę powiem im mniej więcej tydzień przed wyjazdem,że "przykro mi,ale nie mogę dłużej wytrzymać bez rodziny i bliskich". To nie jest kłamstwo, ale po prostu niektórych powodów dla obupólnego dobra nie podam. Dlatego tydzień, bo miałam wyjechać na tydzień, więc będą mieli 2tyg żeby znaleźć nową AuPair. Wiem, że to mało, ale z drugiej strony w takim sam czas, mnie znaleźli i wyjechałam w 2 tyg. Także mam nadzieję,że i tym razem im się uda. Nie chcę mówić wcześniej ze względu na własny tyłek. Nie wiem jak zareagują, ale biorać pod uwagę obecną sytuację może być róźnie, więc nie chciałabym dłużej niż tydzień żyć tutaj w jakimś "kwasie".
Odnośnie AuPair-world, zdezaktywowałam konto, bo chcę je usunąć, a żeby to nastąpiło nie mogę się logować przez 60dni. Akurat jak będę w PL, 3.08 to wtedy założe konto i zacznę szukać... Dlaczego?
Bo w momencie kiedy powiem,że nie wracam, a Hostka zacznie poszukiwania, nie chciałabym żeby zobaczyła mój profil. Wiem, że to nie do końca jest w porządku, ale nie mam zamiaru na to zwracać uwagi, bo tak naprawdę nikomu szkody nie wyrządam, a najważniejsze w tej sytuacji jest dla mnie moje dobre. Nie są dla mnie tacy żebym się bardzo przejmowała... Dzieciaki są wredne, niewychowane.. Z Matką dalej nie mam kontaktu, jedynie co to Ojciec przychodzi i mnie informuje etc. Zabijam czas, wychodząc na plażę, na parę godz,a jak wracam to właściwie dzień ucieka... I tak w kółko. Nic się nie dzieje, nic się nie zmieniło. Momentami jest trochę lepiej, a jak jest źle to podwójnie. 





środa, 29 maja 2013

to już środa?! och TYDZIEŃ w UK...

Byłam święcie przekonana, że dziś wtorek. Skoro środa, to tydzień za pasem. Zleciało jak dwa dni. Nie czuję tego, że to już tydzień. A nic przez ten czas konkretnego się nie działo, nie byłam zajęta.
Jakbym miała co robić to pewnie czas by leciał jak gepard (Izka:*)
Generalnie to... :) Nie mam co robić, nudzę się jak mops. Przylgnęłam do komputera na najbliższe dwa miesiące. W sierpniu wracam do domu na parę dni, a może więcej.. Dlaczego więcej?!
Otóż postanowiłam, że jak nic się nie poprawi to najpóźniej do początku lipca zacznę poszukiwania nowej rodziny na sierpień... WIEM WIEM WIEM, że dam radę, że będzie lepiej. Oczywiście. Dam radę wytrzymać do sierpnia, a w sierpniu będzie lepiej :)
Po prostu jest coraz gorzej, a oni nie wychodzą z żadną inicjatywą... Na pewno język jest blokadą,
ale ja rozumiem co oni do mnie mówią.. Teraz zrobiło się tak, że oni zaczynają mi coraz więcej na migi pokazywać (jeśli już w ogole coś się odezwą)  na co ja mówię im,że nie muszę pokazywać, że rozumiem... kończy się to tak, że zaczynam się blokować przed powiedzeniem czegokolwiek...
Wczoraj byłam z Hostką i dziećmi w czymś takim :


Prawie 3godziny siedzenie w takim hałasie... A zaraz w ciszy. Bo Hostka siedziała non stop w komórce na facebooku... Spytałam jej czy jest zadowolona, że jestem u nich. Powiedziała, że tak. Później mi tylko oznajmiła, że w niedzielę zostanę sama z dziećmi i będę musiała zrobić obiad (aaaa nareszcie jakas rozrywka:D) I tak to wyglądało. Oni sami między sobą mało rozmawiają, wieczory spędzają przed TV, nic nie rozmawiając. Ja tak nie potrafię. 
Mały ma od 3ech dni do mnie jakieś niewypowiedziane "ale". Nie będę się rozpisywać, bo już opowiadałam wieluuu osobom. Wczoraj już mnie to tak męczyło, ze pytam się go ( 16-19 siedziałam z nim sama) czy jest na mnie zły, a on że nie rozumiem, więc ponawiam pytanie, a on na to,że nie wie o co chodzi, odwrócił się do telewizora-do mnie dupą i przez 3godz nawet na mnie spojrzał.. a jak o cokolwiek próbowałam spytać to udawał,że nie słyszy. Pewnie ktoś pomyśli, że mogłam przed nim stanąć i face to face.. Ale dzień wcześnie robiłam malowanki z Małą i ją smyrnęłam po nosie a ona do mnie : "Dont hit me! O_O" Więc postanowiłam nie robić drastycznych kroków, bo jeszcze poszedłby do Matki i powiedział, że mu coś zrobiłam. Dlatego stwierdziłam, że skoro ma coś do mnie i nie chce gadać to nie przeskoczę tego i może zmięknie. Tak jest już od 3 dni... Nikt nie widzi problemu. Może tak ma po prostu być.. Nie mam również żadnych obowiązków. Sama z siebie staram się wszystko zmyć po obiedzie i po wszystkich. Bo mi głupio, że robią obiad również dla mnie. A ja nic.. Spędzam z dziećmi w ciągu dnia sama ok 3-4 godz. Nic przy nich nie robię, bo są bardzo samodzielne, poza tym nie chcą się ze mną w nic bawić. Czasem idę pograć w siatkówkę, która polega na tym,że Mała skacze na trampolinie ja jej rzucam piłkę,a ona mi odrzuca po całym ogrodzie...
Jak gdzieś mnie zabierają to i tak nic nie gadamy, właściwie. Czasem ja się o coś spytam... No i cóż, tak to wygląda. Nie chce tak spędzić pół roku czy roku. Chciałabym być w aktywnej rodzinie, towarzyskiej..
Chciałabym żeby ktoś podszedł do mnie jak do dodatkowego członka rodziny, a nie jako taniej opiekunki. Chcę zobaczyć Wielką Brytanię, poznać ludzi, nauczyć się języka.. Wiedziałam od początku, gdzie jest Walton i jak może być jeśli chodzi o rozrywke. Ale jakoś wydawało mi się,że rodzinka będzie spoko i ułatwią mi życie tutaj. A atmosfera jest conajmniej dziwna...
AMEN

poniedziałek, 27 maja 2013

Pierwsza kłótnia...

.... na szczęście nie ze mną :) Dzieciaki z wielką łaską dały się Mamie wypędzić z domu, oczywiście ze mną. Kupili sobie dwie łopaty i wiaderko do zabawy w piasku.. Zabrakło im,więc musiałam dołożyć ^^...
Potem zaczęliśmy szukać miejsca na plaży. Z racji tego,że jest jakiś przypływ to plaża wygląda tak:

Nie mieli za bardzo miejsca na tej plaży, bo ludzie pouciskani, jak nie wiem co. Chodziliśmy ze 20min w poszukiwaniach(chyba cieli mieć 100m2 dla siebie) bóg wie czego aż zaczęli między sobą bulgotać, jedno poszło w jedną stronę, drugie w drugą, a ja?! A ja powiedziałam do siebie: kurwa, japierdolę i spróbowałam się rozerwać na dwie części. Jak przypuszczacie.. nie udało się. Na szczęście Pannica po 2 min opamiętała się i zaczęła wracać... Mały przepadł... Olała mnie totalnie.. na moje jakiekolwiek pytania, odpowiadała,że jej nie to nie obchodzi... Lazłam za nią dosłownie jak pies.. Małego nigdzie nie było. Na szczęście jak doszliśmy do domu, okazało się ze jest w środku. UFFFFFFFFFF
Powiedziałam Hostce, że nie chcieli mnie słuchać. Uśmiechnęła się i powiedziała, że to nie moja wina tylko jej i że jest OK. 
Tak oto wyglądało moje pięknie zapowiadające się wylegiwanie na plaży... do was należy komentarz:)

Odnośnie Dzieci...
Mały jest grzeczny słodki itp.. o Dziewczynce nie będę się rozpisywać konkretnie, na wszelki wypadek.
Generalnie nie chce nic robić. Niby jest aktywna itp. Trenuje pływanie synchroniczne i tańczy. Ale oprócz tego w domu ogląda tv, siedzi na fb i czasem idzie na trampolinę.... Mogłaby chyba cały dzień oglądać tv.
Codziennie pytam ją co dziś robimy, co chcę robić ze mną, co lubi robić. Mówię jej, że mogę z nią robić wszystko co chce, możemy się we wszystko bawić itp itd. Za każdym razem mówi mi, że nie musimy wszystkiego robić jednego dnia, że mamy cały tydzień na to (ten tydzień to chyba niekończąca się historia), że jej się nie chce, że chce się zrelaksować, że woli siedzieć w domu, że jest zmęczona, że nie wie co chce robi, że nie chce nic robić... Na spacerze jak jesteśmy to nic nie mówi.. Jak ja pytam o coś to odbruknie albo nic nie powie.. Jak ją pytam czemu nic nie mówi albo nie odpowiada to mówi,że jest na spacerze i chcę tylko iść... Spacery oczywiście odbywają sie w prędkości błyskawicznej i oczywiście cel musi być konkretny... szybkie zakupy albo szybko zjeść loda i do domu, bo jest zmęczona... MA SA KRA.

sobota, 25 maja 2013

Day nr 4...

Najpyszniejsze ciastko ever- i chyba najlepsza część dzisiejszego dnia... :)
Dzien sie kiepsko zaczal, kiepsko jest do teraz, wiec prawdopodobnie tak samo sie skonczy.
 To wszytko na dzis! Buziaki

czwartek, 23 maja 2013

Pierwszy dzień i poranek w UK:)

jestem cała i zdrowa, nikt mi nie zrobił harakiri :)
Otóż wczorajszy dzień minął szybko i bezproblemowo. Z lotniska odebrała mnie Hostka, pomogła wziąć walizkę, spytała o wszystkie potrzeby, dostałam picie i hajda w drogę.
Oczywiście usadowiłam się po prawej stronie auta, na co Hostka z uśmiechem, czy chcę prowadzić, po czym zauważyłam,że przedemną  kierownica... Oczywiście przez całą drogę miałam śmierć w oczach, no bo przecież jechałyśmy pod prąd!!! Jeśli chodzi o rozmówki angielsko-angielskie, to tragedii nie ma. Podszkoliłam swój inglisz przez ostatni czas, ale i tak łatwo nie jest. Ciężko mi zrozumieć ich wymowe.
A jak już coś mi przelitrerują albo napiszą to jestem w szoku :)
W domu byłyśmy przed 14, akurat przyjechał dostawca z zakupami, chciałam pomóc, ale powiedziała żebym się nie przejmowała i zrelaksowała:) Póżniej przyjechali jej Teściowie-sympatyczni ludzie, Eunice trochę mnie zagadywała,ale większość czasu przesiedzili bez słowa-patrzać bóg jeden wie gdzie.
Dzieci końćzą szkołe o 15, obydwoje byli bardziej zawstydzeni odemnie, dałam im prezenty-byli bardzo bardzo bardzo zadowoleni. Aczkolwiek dziś rano jak wstałam to koszulka Josha z Polski leżała wymiętolona na środku salonu, no ale co się będę czepiać :)
Z dziećmi spędziłam resztę dnia. W chłopcu się zakochałam:D Dziewczynka jest bardziej łobuzerska :)
Ciekawe jak to będzie. Wieczorem pojechałyśmy we trzy na lekcję tańca, któa trwalą ponad 2 godziny- myślałam,że padnę no ale przetrwałam. Po powrocie Dzieciaczki się ze mną pożegnały i wio do łóżka. Ja zaraz za nimi ;)
Jeśli chodzi o szczegóły, to gasząc światło spostrzegłam tak dużego pająka,że ze strachu nie mogłam go zabić. Spałam cała noc pod kołdrą w razie gdyby chciał mnie napaść. Ponoć trzeba zapamiętać sny z nowego miejsca-mi się nic nie śniło...
Pokój mam większy niż myślałam. Czysto, ładnie, słonecznie :) Podoba mi się. Mam dużo miejsca na ciuchy i inne szpargały. Dostałam kosmetyki, ręczniki, telefon. W pokoju też mam telefon w razie gdybym chciała do domu zadzwonić. Hostka wczoraj kombinowala z internetem aż w końcu mam. Znalazła dla mnie ładowarki do tel do gniazdek ang-bo mi oczywiście nie pasowało...
Z konkretów to tyle!!!!!!!!!!!
AAAAAAAAAAAAAa bym zapomniała, jak lądowałam to myślałam,że to są ostatnie chwile mojego życia, bo samolot tak rąbnął o ziemię :D
see ya!!

poniedziałek, 20 maja 2013

Walizki vel. Pakowanie

Miałam zrobić notkę na ten temat już wcześniej, ale w momencie gdy zakupiłam bilet-czas się zatrzymał.
Ostatnie 9 dni zleciało baaardzo szybko. Właściwie odganiałam wszystkie sprawy zw. z wyjazdem "na jutro", bo chciałam być od tego jak najdalej. Udawało mi się to doskonale no ale dziś mamy już wtorek, a ja dopiero się za to wzięłam. Na szczęscie nie wygląda to tak czarno :)
Dni przed wylotem są najgorsze. Jakiś amok, czasem nawet horror. Generalnie nad niczym człowiek nie może się skupić, ja do niczego głowy nie mam. Mogłam tylko leżeć i narzekać :) Oczywiście na nic się nie ma czasu... godziny uciekają... W 1szym tygodniu sierpnia wracam na parę dni, bo mam wesele, wiec jeszcze tak bardzo nie odczuwam tego,że wyjeżdzam na długo, bo zaraz tu wrócę.
WALIZKI.
Z tym miałam problem od początku mojej historii- w co ja się spakuję?!
Przeglądałam blogi, stronki, katalogi etc. W końcu zdecydowałam się na walizkę Wittchena za 309zł- z promocji. Wymiary : 67 x 45 x 30 , waga 4,1kg , pojemność 73l. Nie będę się tutaj bardziej rozpisywać, bo pewnie to nie byłoby interesujące:)
Jeszcze większy problem miałam z bagażem podręcznym. Lecąc z Ryanairem, muszę mieć torbę o specjalnych wymiarach. Wymiary te, spędzały mi sen z powiek. 55x40x20. MA SA KRA.
Wszystkie walizki o wym. zbliżonych ważyły ok. 3 kg-zbyt dużo...
W końcu ktoś za mnie pomyślał i znalazł na allegro zwykłe,szmaciane torby o wadze >0,5kg :))
Tak to wygląda:


PAKOWANIE
10kg- bagażu podręcznego+laptop+torebka damska
20kg-bagażu rejestrowanego
łącznie 30kg- 4,5kg na wagę toreb=25,5kg ma ważyć moje życie na rok :) niemożliwe.
Póki co wszystkie moje ubrania mieszczą się w podręcznym, który waży 10,2kg.
Natomiast reszta w dużym bagażu 11,4kg :)) JEST OK!
Z rzeczy specjalnych biorę ibuprom, fervex, szampn, odżywka, mydełko do odplamiania.
Reszta normalnie. Jak coś mi się przypomni to na pewno dopiszę.
A tak wygląda pobojowisko:

Póki co, kończę. :) 22 maj 2013, godz 10:30 i będę ciałem na angielskiej ziemi :D

poniedziałek, 13 maja 2013

chyba mogę powiedzieć, że to jest PERFECT MATCH!!!


AAAAAAAAAAAAA mam do morzą jakieś 150metrów!! Widzicie to coś w morzu? To molo:)
Walton on the Naze

Właściwie wiedziałam/ podejrzewałam to od poprzedniej notki,że znalazłam Perfect Host Family:)
Pisałam o nich bodajże jak match 3. Jane, z dwójką dzieci, która była mało konkretna.
Generalnie o wszystko wypytyłam. Wszystko prawie wiem. Wysłano mi zdjęcia pokoju.
Rozmowa na skajpaju trwała 15minut i nic prawie z niej ze stresu nie pamiętam :)
Mój inglisz jest taki sobie, ale dam radę. Obowiązków niezbyt dużo. Nie muszę robić za sprzątaczkę,
pomywaczkę, kucharke itp... Szkoła jest na wprost domku, więc dzieci  (dziewczynka-10, chłopczyk-9) będą same wracały. Rodzice pracują na ambulansie, więc będę z Nimi jak oni będą w pracy. Dużo dni wolnych ponoć. Wracając do obowiązków.. Będę musiała robić dla Małych obiad, jak obydwoje rodzice będą w pracy, dbać o porządek w dzieci pokojach i w pokoju dziennym oraz podczas posiłków. Wyprawiać dzieci do szkoły. Czasem odwozić na zajęcie pozalekcyjne- swoją drogą to moje duże zmartwienie-jak Ja dam radę jeżdzić po lewusowych drogach angoli :(  jakos będę musiała, choć to będzie dla mnie poziom HARD. Bo ja w Polszy mam problem z lewo/prawo :D ojjj...
Miasteczko liczy ponad 6tys. mieszkańców, więc malutkie, ale lokalizację ciężko sobie idealnie dobrać do perfect family :) 
Tak jak wspomniałam wcześniej, zarejestrowałam się na aupair-world.net. Wszystkie sprawy załatwiliśmy przez skajpa, bilet kupiłam sama-mają mi oddać jak przylecę do nich. Więc wyjeżdżam poniekąd na czarno.
A oto dowód na to,że jedną nogą jestem na Angielskiej Ziemi:

To właśnie Wielka Brytania, była zawsze moim marzeniem. Byłam tam 3razy i zawsze czułam się tam dobrze, nawet klimat mi sprzyjał, bo ja nie znoszę upałów. Ale niestety teraz, jak już w moich marzeniach uplasowała się Ameryka, ta cała Anglia wydaje mi się taka nijaka, beznadziejna, smutna...
Staram się sama w sobie wzbudzić entuzjazm do tego kraju.
Cofnijmy się jakieś 3 miesiące temu... Połowa lutego. Już nawet nie pamiętam co wtedy oglądałam, ale coś silnie związanego z USA i takie to na mnie wrażenie zrobiło,że zaczęłam szukać informacji na ten temat, wpisując jakąś frazę w google, wyskoczył mi chyba jeden z najsławniejszych blogów aupair z USA,blog Majki. Nadrabiałam wszystkie notki dwa dni. Szukałam dalej,dalej... aż w końcu zaczęłam przeglądać agencje, raz dwa i znalazłam się w APiA, kompletowanie aplikacji, wyrabianie dokumentów. Towarzyszły temu wieeelkie emocje. Zrobił się z tego mój American Dream. Trzy miesiące nadrabiania braków w angielskim, wyjazd mi się zbliżał. Do zrobienia został mi tylko filmik. W połowie maja chciałam mieć otwarty room. Niestety życie jest jakie jest. Ostatniego dnia kwietnia, rzuciłam pracę. USA,a raczej konsul i ambasada już śmiali się do mnie szyderczo z daleka.. "Nie tym razem kochana, nie tym razem"
I co teraz.. Stwierdziłam,że siedzenie w Polszy i szukanie kolejnej pracy w moim zawodzie to poniekąd strata czasu. Szukanie innej byle zarobic na wyjazd, wydawało mi się strasznie przytłaczające. Patrząc w portfel okazało się, że stać mnie na tą Anglie ze starych marzeń... i ta Anglia na mnie właśnie czeka..
Zostało mi 8 dni do wyjazdu. 22 Maja 2013 moje obydwie nogi spoczną na angielskiej ziemi:)

Przeglądając wasze blogi, nigdy bym nie pomyślała, że tak to się wszystko zmieni. 
30 kwietnia, Jak Mama odebrała mnie z dworca, w momencie gdy rzuciłam pracę, powiedziałam jej,że za 3 tygodnie chciałabym już wylecieć. Stwierdziła oczywiście,że to nierealne żeby w 3tyg. wszystko załatwić i prysnąć. Droga Mamo, 22 Maja 2013 minął 3 tygodnie:) 




czwartek, 9 maja 2013

Match 5, 6. 7 :)))

Hej ho Hej ho za granicęęę by się chciało!!!
Tak na gmailu przywitała mnie moja nju friend, która ma bardzo ładne widoku wokół bloku i widzi Wąchock!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! AAAAAA! :)
Iza pozdrawiam :)

Odnośnie tematu. Zwariowałam, oszalałam.
Jestem po pierwszym skajpajowaniu :D:D:D I teraz dopiero wiem cóż to za niepowtarzalne emocje!!!
Dopiero teraz rozumiem co towarzyszy odświeżaniu strony co 2 minuty ( a nóz widelec akurat ktoś coś gdzieś taa na pewno :P )
Poniższe matche w mojej historii większego znaczenia nie mają, ale opiszę dla zasady:) A CO, wolno mi, bo jestem ameterką-blogerką:)

Match 5

Sinead,która kojarzy mi się z tą piosenkarką, ma dwie piękne, rudziutkie jak cegły, dwie córeczki. Niestety na zdjęciach widniał taki bałagan, że nawet ja takiego nie jestem w stanie zrobić. Więc po paru mess, stwierdziłam że jednak nie chcę się w brudzie paplać. Więc przykro mi, ale nie...

Match 6 

Polka, Joanna, żona męża-Angola. Synek przepiękny, 18sto miesięczny. Wymieniłyśmy w nocy dużo mess, wydawała się zadowolona. Warunki ok, kieszonkowe wysokie. Cudny labrador. Spacery, rowery i inne przyjemności. Ale niestety na moją ostatnią wiadomość jeszcze nie odp.. Denerwuje mnie to tym bardziej, że muszę szybko zdecydować, a zostałam przyblokowana. Nie mniej jednak rezygnuję, bo do Synka mam mówić po Polsku, a w ten sposób jedyne co to podszkole polski- na czym mi średnio zależy. Natomiast Mały odemnie się też za dużo nie nauczy, bo mój polski ma wyjątkowo chaotyczną składnie :) 

Match 7 

Pierwsza wysłałam aplikację. Samotny Ojciec, z trójką dzieci. Uroda typowo angielska. Swoją drogą zauważyłam,że wszyscy anglicy są do siebie podobni. Nie wiem jakim cudem. Ale chyba jest ich załóżmy z 1000 modeli i się tak mnożą. Wracając, trójka dzieci: dziewczynka-epilepsja, chłopczyk-asparger, najmłodszy chłopczyk-bez chorób. Lubię dzieci, podróże i róże. Ale niestety wybór rodziny z dziećmi "skomplikowanymi" to jak strzał w kolano. Nie wiem co mi odstrzeliło. Chyba chciałam być taka dobra i pomóc za darmo temu Panu. Na szczęscie w porę się ocknęłam i wysłałam wiadomość,że przepraszam, ale jednak mam różne oczekiwania.

___________________________________________________________________________________

Odnośnie matchy z wczoraj, z Panią Jane nr 1, mam kontakt, skajpajowałam z rodzinką. Jest spoko.
Jedyny minus jest taki,że nie są w stanie określić godzin pracy, ale chcą płacić 65funtów za tydzień. Uważam, że to mało. Bo godziny są niereguralne, a pory pracy również. Tym bardziej, że dochodzą do tego lekkie prace domowe. Wysłali mi foto pokoju-mały,ale przytulny. Mam nadzieję,że w razie co dobrze go odkurzą- bo strasznie boje się pająków. A jak nie, to na wstępie wyniknie niesnaska i będą musieli mi dac odkurzacz :D  Chcą również żebym sama zapłaciła za bilet, a jak przylecę to mi oddadzą. Tylko gdyby oni mi kupili bilet miałabym pewność,a tak to...
Poza tym miejscowość przepiękna, na samym wybrzeżu. Malownicza Anglia. Essex.
Zobaczymy Zobaczymy...

Match z druga Jane, jest moim rozczarowaniem. Wyslala mi mess, ja jej odpowiedzialam, po czym odpisala mi kopiujac caly tekst ze swojego profilu. Jakbym nie umiala czytac.. Wiec odpuszczam.

A co Wy o tym wszystkim myslicie??? PROSZE O POMOC:D

 

środa, 8 maja 2013

Match 1,2,3 ; 4 :)

Cześć Wam:)
Postanowiłam tak nazwać moje aupairworld-net matche żeby było łatwiej.
Zarejestrowałam się na stronce bardziej dla `treningu` :) Bo jakoś obawiam się wyjazdu tak na własną rękę,
może jestem mało zwariowana, ale agencja to agencja. Przynajmniej dla mnie, Aczkolwiek nie wiem co z tego wyniknie:)
Wracając do tematu posta. Jest śmiesznie. Ogólnie rodziny w UK mają strasznie wysooooooooookie wymagania. Przedewszystkim: opieka nad dźiećmi, odwożenie przywożenie, odrabianie lekcji, bycie jak starsza siostra, zabawa, wymyślanie cudów na kiju, sprzątanie za dziećmi i za rodzicami, pranie dla wszystkich, prasowanie dla wszystkich, odkurzanie, sprzątanie domu całkowite, wychodzenie z psem, dbanie o ogród.. Chyba wszystko:) NIEE zapomnialam! Jeszcze gotowanie 2daniowych obiadow dla całej dzielnicy + sniadania i kolacje! A to za jedyne 70 funtów/tydz!!!
Naprawdę widziałam taką ofertę, która miała wszystko ww. Koszmar.
Oczywiście odrzucam, bo przecież nie jadę zatyrać się na śmierć i popaść w bezsenność.

Match nr 1

Profil bez zdjęć. Opis przystępny. Obowiązki również. Wiadomość miła, formułka+liścik od siebie i prośba o odzew na maila. Jako,że jestem trochę cwana (szczególnie bardzo, bo przecież na profilach jest podane imię i nazwisko), to odrazu zaczęłam rozkminiać nazwę maila żeby wyszukać rodzinkę na fb. Zajęło mi to chwilę, ale było warto... Okazało się,że egzotycznie brzmiąca "Shivani" to jakaś wstretna z wyglądu Palestynka albo cuś. Nie jestem rasistką w życiu, ale w kwestii Au Pair przez dobre rady, ładnie mówiąc- zrobiłam się wybredna. Odpowiedź dla "Shivani" brzmiała: sajonara!


Match nr 2

Druga Mamcia, to Jane. Niestety nie wygląda jak Jane z Tarzana, ale jak typowy amerykadżański fastfoodziak. NO ale jesteśmy in touch do teraz. Chaotyczna, mało konkretna, niezdecydowana. Potrzebuję kogoś już, teraz ale jakoś nie kwapi się do konkretów, więc nie ma szans. Obydwoje pracują na Ambulansie, więc mój plan tygodnia byłby zwariowany i zakręcony wyjątkowo bardzo ;) Zresztą mieszkają zbyt daleko od Londynu...


Match nr 3

Profil bez zdjęcia, obowiązków jak dla 3 osób, odrazu sprawdziłam na fb. Znowu okazało się,że jakaś Palestynka czy kij wie kto. Oczywiście odrazu: SA JO NA RA.


Match nr 4

Następna Jane. Tym razem bardzo ładna. Rozwódka. Sophie,9 i Ben,6- dzieci odrazu mnie zauroczyły. Obowiązki normalne.  Potrzebuję dosłownie kogoś takiego jak Ja:D (ha ha ha) A do tego Au Pair potrzebna im od 18 maja, najpóżniej do 2 tygodnia czerwca. Dla mnie idealny okres na wyjazd. Jak czytałam ich profil to miałam ciarki, jakoś tak miło:) Odpisałam, zobaczymy.

Póki co mam wrażenie, że to bardzo dobra opcja!



Póki co, to tyle:) Odnośnie proworku, dziś wysyłam referencje, list polecający i formularz medyczny. Jutro doślę zdjęcia i wsio, skończone!

niedziela, 5 maja 2013

Nieoczekiwany zwrot akcji..

Pisałam w ostatniej notce, że jak tak dalej pójdzie u mnie w pracy, to będę szukać nowej.
Tak się stało,zwolniłam się, ale zamiast szukać nowej, postanowiłam wyjechać do UK.
Zobaczę czy `au pair` to na pewno coś dla mnie, czy dam radę z językiem, a przedewszystkim
muszę odłożyć jeszcze trochę pieniędzy.
Muszę zostać w PL przez najbliższy czas, bo mam wesele w wakacje i będę w tym roku chrzcić Bratanka;)
A wiadomo,że łatwiej mi wrócić na 3 dni z UK niż ze Stanów...
Także:( póki co muszę zawiesieć moją przygodę z USA na jakieś parenaście miesięcy..
Mam nadzieję,że w przyszłym roku ją wznowię;)
Zostaję na blogspocie i szukam nowych koleżanek, Aupairek Angielskich ;)
Swoją drogą, bardzo mało znalazłam blogów dziewczyn, które wyjechały właśnie w ten sposób do UK.
Ciekawe...


Jeśli chodzi o postępy i Agencje, to tym razem wybrałam Prowork. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Ponoć procedury do Wielkiej Brytanii są o wiele prostsze, wiadomo. Aczkolwiek na etapie na którym jestem, wydaje mi się to jakoś bardziej skomplikowane niż w APIA <3
Puscilam wczoraj wypleniona umowe poczta do biura, Odesla mi kopie i mailem przysla formularze.
Jestem bardzo ciekawa co z tego wyniknie...
Poniżej zamieszczam foto mojego przyszłego domu mojej Host Family;)

niedziela, 21 kwietnia 2013

o niczym ważnym.

Hej ho, hej ho, do pracy by się nie szło...
Mam ciężki okres. Jeśli cho o program to przedemną otworem stoi reżyseria, to mi w sumie zostało.
Scenariusz mam już od Ilony Łepkowskiej. I czekam na to aż "zdobędę czas" i możliości... I myślę,że za jakieś 2-3 tygodnie w końcu kliknę na profilu SUBMIT :) nie chcę się nakręcać, ale myślę,że wtedy się wszystko w moim życiu zacznie.... ;)


Muszę się pożalić. Mam beznadziejną szefową, która kłamie, ściemnia, koloryzuje, manipuluje i wyzyskuje...
Zawsze miałam szczęście do beznadziejnych pracodawców, ale teraz przeszłam już samą siebie.
Moja Mam to już nie wie czy się śmiać, czy płakać.
Jeśli tak dalej będzie to za 2tygodnie będę szukać pracy... masakra...

Wysysa ze mna całą energię do życia, a poza tym za dużo pracuje:) HAHAHA 
Na szęście mam zawsze poniedziałki wolne, bez tego bym sfiksowała.



A drugi problem mam taki,że mój Inglisz mnie załamuje :((
Chciałabym znać wszystko i wszystko rozumieć, czuję się bezradna...
Uczę sie codziennie, widzę postępy, ale nie są to siedmiomilowe kroki,a tego potrzebuję aby się wziąć w garść.....

Także pożaliłam się, idęęę spać!
Dziękuję za opinie odnośnie mojego listu, były przydaaaatne baaaardzo:)
Za jakiś czas pochwalę się może jakie wrzuciłam foty do aplikacji:)
I dziękuję za wszystkie nowy obserwujące osoby, to dla mnie bardzo miłe,
że ktoś chce śledzić moje postepy bądź czytać moje wypociny:)))
Dzięki temu nie czuję sie na blogspocie samotnie;)


BUŹKA i życzę lepszego 17tego tygodnia w tym roku;)

((do mojej wymarzonej magicznej daty wylotu zostało całe 183 dni:) ))


niedziela, 7 kwietnia 2013

List do Host Family.


Jednak wrzucam na bloga, proszę nie zwracać uwagi na błędy, bo listu jeszcze nie poprawiłam. Chodzi mi o samą treść. Proszę o opinie, bo sama już nie wiem czy zamieściłam zbyt dużo informacji bądź czy coś pominęłam. Nie chciałam się za bardzo płaszczyć przed rodzinką w tym liście i wydaje mi się,że nie przekoloryzowałam rzeczywistości. Ogólnie mam na głowie jeszcze filmik. Zamierzam się w nim skupić głównie na przedstawieniu siebie, bo rodzinę i opiekę nad dziećmi chyba wystarczająco opisałam. KOMENTOWAĆ jeśli możecie!!! ;))



Dear Host Family,


(pominęłam pierwszy akapit, w którym są informacje o mnie i mojej rodzince)

I finished school a three years ago and now I am working  in the beauty salon.  I am a beautican.  I was studied in Borchelor Degree on cosmetology but in last year I had break my education.  I did not have time on the weekends because I had to work.  Two years ago I was graduated a course of cosmetics. When I go back to Poland after the programme “Au Pair”, I want graduate my study and working in my profession.  But I will be take care of the children all my life. Always when I will be have time.

In the following I will describe you my children experience.
In asocattion withs kids I have much experience.  My aunt has a two son,  Maciek  i Krzysio.  Maciek was born in 2000(today 13 years) and Krzysio was born in 2001(today 12 years).  I have witnessed how the boys were grown up and I took care of them like they were young children.  I was spent many holidays with them. I took care of them daily when I could.
Next, I took care of boy, he name is Aleksander(now,6 years). My care of he, started in 2008, when he was a 1 year. This lasted three years.  I have contact with him for today. I must write as him Dad is English and him Mom is Polish. I took care of Aleksander  on the weekends,  the holidays summer and winter.  When I graduated a high school I was with Aleksander daily for 8 hours. It was very fun time.
In 2011, I took care of the girl which went to school. She was 8 years. I picked up it from school and I helped her with to do homework.  I spent with Emily daily for 4 hours. I took care of Emily for 10 months.
In last year I taked care of a little girl, her name is Lena. She was born in june 2012. My care of her was started when she has a one month. I stopped care of Lena, when my sister-in-law has given birth of my nephew. His name is Franek. He was born on November in 2012. I  helped for them in care on fully responsibility. Both of them are working. In February 2013 I went to work on the my profession.
With children which I took care, I helped them in their housework. Very often, I rode on the holiday at the sea or at the mountain with them. In summer winter, we drove on a sleed, we did a sleigh ride and played in the snow. I was preparing meals for my boys and girls.  I cooked for them a dinner and snack or breakfast.  Very often, I baked a cake or cookies for  them. I put them to bed.  I drove with them on the swimming pool, zoo and many other places for kids. We were rode a bicycle together.   I was with them when they were sick. When I took care a nuddler I prepared bottle-feed and I took a walk with them. Of course, I changed diapers. And I did everything  it with care of children.

My passion is cosmetology. I do Beauty treatments and read about new products in cosmetics. I try to lead an active lifestyle.
I practice callanetics, these are exercises like Pilates. Besides as it is warm biking and rollerblading. In the winter I often go to the pool. I listen to a lot of music. She is accompanied by me all day. I like Polish and foreign music. I listen to mostly pop and reggae. I read a lot of books, especially detective stories and thrillers. My favorite author is Harlan Coben. Of course I read the books that are on the top.
I like to sing and dance. My dream is to finish the course of ballroom dancing. I do not watch TV, but I like going to the movies my friends. I go often to concerts with friends. Happily dating them often, then a lot of talking while sitting in cozy restaurants. . Because I am interested in a healthy lifestyle is often cook. When I cook,invite my family and friends who eat everything with gusto. We go together later in the outdoors. Sometimes I drive to the shelter for dogs as a volunteer. Then I go out with the dogs for a walk.
But most in my life, I like people and I appreciate the contact with children.

I want to be an Au Pair because I like spend time with kids and of course, the kids like me too. I am responsible person who would never let the kids alone. I am more a cautiously person which handless everything with ear.  I am very patient and friendly. I am stable and in stressfull situation I know what I must do. I think that are good conditions for being an Au Pair. I would not have a problem to leave my family for living a year in your family because in my opinion I am a flexible person. I want spending one year in a typical American family because I want know American culture. I want see a interesting and beautifull places which is have a America.Furthermore this year could be a big opportunity for me because besides taking care of children I could improve my English-skills, meeting new friends. I think this year could be the best years of my life and will be very important for my life.
I hope to hear from you,
Olga.